„Jeśli chcą odejść — pozwól im. Jeśli nie potrafią docenić twojej obecności — nie zmuszaj. Let them.”
To zdanie krąży dziś po mediach społecznościowych jak psychologiczny lek na wszystko – brak pewności siebie, złamane serce, problemy w pracy czy inne deficyty. Ale czy rzeczywiście jest lekiem? A może to tylko nowoczesna wersja „nie przejmuj się”? Czym właściwie jest filozofia „let them” i czy ma swoje uzasadnienie w psychologii?
W tym artykule przeczytasz o:
Nowej filozofii /trendzie „Let them”, która zdobywa media społecznościowe jako rzekomy sposób na złamane serce, trudne relacje i odzyskiwanie siebie. Czy to tylko modny slogan, czy psychologicznie uzasadnione podejście? Dowiesz się:
na czym naprawdę polega „let them” i co ma wspólnego z regulacją emocji, autonomią i zdrowymi granicami, dlaczego może być pomocna po toksycznych związkach i w budowaniu odporności psychicznej, co łączy ją ze stoicyzmem, a gdzie przebiega granica między mądrym odpuszczeniem a emocjonalnym unikaniem, oraz kiedy stosowanie tej filozofii może być dojrzałe, a kiedy staje się mechanizmem obronnym.
O czym to właściwie jest?
Filozofia „let them” polega na odpuszczeniu kontroli nad zachowaniami innych ludzi. Zamiast przekonywać, walczyć o uwagę, tłumaczyć się czy analizować — pozwalasz innym działać zgodnie z ich wolą, a sam_a przyglądasz się, co z tego wyniknie. To postawa, która mówi:
„Jeśli kogoś naprawdę obchodzę, pokaże to sam. Ja nie muszę nikogo zatrzymywać, ciągnąć ani przekonywać do mojej wartości.”
To brzmi prosto. I za tą prostotą stoi też ogromny psychologiczny potencjał.
Psychologiczne fundamenty: dlaczego to działa?
Filozofia „let them” opiera się na kilku kluczowych mechanizmach psychologicznych:
Regulacja emocjonalna i uważność (mindfulness)
To postawa bliska praktykom uważności: zauważam emocję (np. lęk przed porzuceniem), ale nie reaguję impulsywnie. Obserwuję, nie kontroluję. Przeżywam, ale nie próbuję zmieniać rzeczy siłą.
Rezygnacja z kontroli – odzyskanie wpływu
Kiedy przestajemy próbować kontrolować innych, odzyskujemy kontrolę nad sobą. Psychologia mówi jasno: próba nadmiernej kontroli nad relacjami rodzi stres, frustrację i poczucie bezradności. „Let them” to akt wyjścia z roli ratownika i wejścia w rolę obserwatora — a to pierwszy krok do samoregulacji emocjonalnej.
Zasada samostanowienia (autonomia)
Jednym z podstawowych psychologicznych potrzeb człowieka jest autonomia — potrzeba decydowania o sobie. „Let them” daje innym przestrzeń do wyboru — a ty zyskujesz przestrzeń do weryfikacji, czy to wybór również ciebie.
„Let them” a toksyczne związki
Ta filozofia jest szczególnie ważna po wyjściu z relacji toksycznej, gdzie przez lata byliśmy przyzwyczajani do nadmiernej odpowiedzialności za emocje innych. W takich relacjach:
- czuliśmy się winni, gdy ktoś miał zły humor.
- braliśmy na siebie odpowiedzialność za cudze reakcje.
- uczyliśmy się, że na miłość trzeba „zasłużyć”.
„Let them” to więc akt psychicznego detoksu — powrót do siebie, odcięcie od uzależnienia od aprobaty, oddanie innym odpowiedzialności za ich czyny i wybory.
A może to stoicyzm w unowocześnionej szacie?
W części – tak. Ale tylko w części.
Filozofia stoicka (m.in. Marek Aureliusz, Epiktet) mówiła, że:
- Nie masz wpływu na to, co robią inni.
- Masz wpływ tylko na swoje decyzje i postawę.
- Cierpienie bierze się nie z faktów, lecz z interpretacji.
- Wewnętrzny spokój osiągasz, gdy przestajesz walczyć z tym, czego nie kontrolujesz.
To bardzo bliskie „Let them”.
Podobieństwa:
- Akceptacja tego, co zewnętrzne (inni ludzie, ich wybory).
- Brak potrzeby „naprawiania” i kontrolowania.
- Skupienie na sobie i swoich reakcjach.
Różnice:
- Stoicyzm to całościowa filozofia życia, etyki, dyscypliny umysłu, nie tylko relacji.
- „Let them” to uproszczona, emocjonalna wersja – może być zdrowa, ale też bywa używana jako unik bliskości lub mechanizm obronny („skoro mnie nie kochają – to trudno, jestem ponad to”).
Tak — filozofia „let them” ma wiele wspólnego z filozofią stoicką. Stoicy uczą bowiem, że:
„Nie masz wpływu na to, co robią inni. Masz wpływ tylko na własne reakcje.”
A może to tylko trend..?
To prawda — „let them” może być dziś modne. Ale moda nie wyklucza głębi. Jeśli ten trend:
- skłania do refleksji nad własnymi granicami,
- zachęca do uważności i niezależności emocjonalnej,
- pomaga leczyć rany po trudnych relacjach,
…to może warto, by został na dłużej? 🙂
A czy to może być szkodliwe?
Filozofia ta może być niewłaściwa, gdy…
Odrzucamy potrzebę zdrowej komunikacji — bo „let them” nie oznacza: „nie rozmawiaj, nie tłumacz”, ale raczej: „nie narzucaj się, nie manipuluj, nie przekraczaj siebie”.
Stosujemy ją z pozycji raniącej obojętności, np. „nie obchodzi mnie nikt”.
Używamy jej jako mechanizmu unikania, np. lęku przed bliskością („skoro i tak odejdą, to niech idą”).
Podsumowanie
„Let them” nie oznacza bierności. To dojrzała zgoda na to, że nie wszystko zależy od nas — a tym samym akt ogromnej psychicznej siły. To filozofia oparta na granicach, godności i autonomii. Choć może brzmieć jak slogan, jej głębia tkwi w codziennych decyzjach: czy jeszcze próbuję przekonywać kogoś do siebie — czy już wiem, że nie muszę?
„Let them” może być:
W pewnych przypadkach może wspierać mechanizm izolacji lub unieważnianie potrzeb („skoro ktoś mnie nie szanuje, to się wycofuję – ale nie powiem, że mnie to rani”).
Dojrzałą formą stawiania granic i akceptacji (np. przy radzeniu sobie z manipulacją, gaslightingiem, toksycznością).
Ale też unikaniem konfrontacji i emocjonalnej autentyczności – gdy zamiast rozmawiać, ucinamy relacje z chłodnym dystansem.
Jeśli jesteś w trakcie lub po toksycznym związku, możesz nad tym popracować z nami
w każdej chwili łatwo i wygodnie umówisz się na sesję online
